podmiotowe przedmiotowe traktowanie dziecka
Życie Razem lub Obok Siebie....

Temat: Kocha..,lubi..szanuje..

W związku z tym traktowanie człowieka przedmiotowo zaczyna się wówczas, gdy zaczynamy go źle traktować/ negatywnie myśleć na jego temat/ wyzyskiwać drugą osobę/ dążyć do celu kosztem drugiego człowieka itd., itd., itd....
To jest zbytnie uproszczenie. Bo można traktować kogoś podmiotowo i negatywnie o nim myśleć i go źle traktować. Jak wynika z zalożenia kobieta-mężczyzna-dziecko mozna też wyzyskać druga osobę. Ale zaczyna się problem wtedy gdy cos robiy bez uznawania interesów drugiej osoby.


Źródło: forum.pluswarszawa.pl/viewtopic.php?t=1088



Temat: Wasz światopogląd..
R3DRUM napisał/a:wiadomo, że z punktu widzenia społeczno-pedagogicznego może mieć to negatywny wpływ na akceptacje takiego brzdąca ze strony rówieśników
Otóż to...
A poza tym ilu rodziców pisze dzieciom takie kartki? Kilka procent? Każdy by chciał, żeby jego dziecko miało podobne poglądy jak on - i chyba tu tkwi problem. - W przedmiotowym, a nie podmiotowym traktowaniu dziecka. Czemu nie dać dziecku szansy świadomego wyboru swojej drogi życiowej kiedy będzie na to gotowe?

SbobekH napisał/a:Wielu jest dzisiaj takich przedstawicieli i takich odłamów. Czyli ludzie zaczęli zastanawiać się nad tym w co wierzą (oni sami, lub inni) i dlaczego? Chciałbym, żeby tak było, ale na co dzień jakoś rzadko się to widzi. Wychowanie religijne (szkoła, dom, kościół) od małego sprawia, ze religia jest silnie zinternalizowana przez ludzi, a treści nabyte w okresie dzieciństwa z trudem podlegają późniejszej weryfikacji i zmianie. W tym tkwi odpowiedź na pytanie o popularność religii.

SbobekH napisał/a:w kościele znaleziono kawałki ludzkiego serca i okazało się, że miało krew zgodną z Chrystusem kiedy był na Ziemi itd. Jakie jest Twoje zdanie jeśli chodzi o takie różne przesłanki?
Sory to od Jezusa pobrano próbki dna? Lol... Ale dobra nie czepiam się, rozumiem, że Ci chodzi ogólnie o cuda. Więc co do "cudów", to chyba każda religia ma jakieś. Na pewno dodają jej one wiarygodności. U nas Bozia pojawia się na kominie (dla mnie to hit), w Indiach posążki bogów piją wodę, w religiach szamańskich szamani przywołują deszcz itd. Cud na cudzie i cudem pogania. Wybaczcie kpiarski ton. Słyszałem też o jakiejś hostii, która zmieniała się w mięso, czy coś takiego, później okazało sie że to był jakiś grzyb... Więc poważniej mówiąc myślę, że te "cuda" są wytłumaczalne i tyle.
Źródło: shtc.silenthillfever.com/forka/viewtopic.php?t=536


Temat: gdzie z półrocznym dzieckiem(wózek)
Dzizas, przyznam się że nieco przeraziłem się czytając niektóre posty. Odniosłem tu wrażenie, że góry są dozwolone od lat "_ _".
Wg mej skromnej opini chyba jeno Buba nie straciła głowy. A gdy przeczytałem o "dobru dziecka" lub "podmiotowym a nie przedmiotowym traktowaniu" to poczułem się jak w gabinecie psychoterapety albo na sali sądowej:[
Ludzie... to Bieszczady, kraina ludzi wolnych, a nie zniewolonych konwenansem "jak to należy z dzieckiem, czego nie wolno, a co można dziecku.." :( Podpowiadajmy sobie jakie są możliwości.
Sam ze swoją 0,5roczną córką startowałem w zawodach na orientację, a gdy miała 1roczek to już w zimowych nocnych zawodach nO. Gdy miała 2,5roku pokazałem jej Bieszczady (i żałuję że nie wcześniej). Za kilka dni będę z nią (7latka) mógł być w Bieszczadach z powrotem, niestety na dość krótko:(
Nie ma żadnych przeszkód aby gdzieś z dzieckiem nie dotrzeć, nawet z "miastowym" wózkiem. Problemem zazwyczaj nie jest pojazd, ale kierowca który nim kieruje: czy potrafi to umiejętnie robić.
Jedyną przeszkodą jest przygotowanie rodziców! (mentalne - samozaparcie i fizyczne - choć minimalne wyrobienie fizyczne)
Ja zanim z moją najukochańszą pojawiłem się w Bieszczadach to spacerując robiłem wstępne testowanie (podobnie jak autor wątku korzystam z uroków 3-city i jego wcale stromych wzgórz dookoła). Przetestowałam jak to jest z wózkiem ("miejskim" - !) na leśnych szlakach o dużych pochyłościach, przetestowałem jak to jest z dzieckiem na wielogodzinnej wyprawie z dala od domu (na rowerze po 50km z 2 latką).
Ostatecznie wybrałem wariant bez wózka, bez nosidełka. Wędrowała siedząc na moim plecaku. Tak było dla dziecka najwygodniej bo o wiele mniej krępuje ruchy niż nosidełko. I tak było też dla mnie najswobodniej - mogłem dobrać tempo mi najwygodniejsze, bez męczenia nóg dziecka. Dla każdego dziecka da się znaleźć najlepszy sposób.
W tym roku pokażę jej jak staramy się dbać o zabytki (renowacja kirkutu). A najprawdopodobniej w następną niedzielę zrobimy trasę Łopienka - Czartów Młyn - Łopienka, trasa z walorami zabytkowymi-przyrodniczymi-widokowymi-i trochę na przełaj.
Sam nie wiem jak się uda taka trasa, ale jeśli są chętni..zapraszam na wspólną trasę z dziećmi w wieku dowolnym, wózki jak trzeba będzie wszędzie doniesiemy..nawet te miastowe:] (kontakt ze mną pod avatarem)
Źródło: forum.bieszczady.info.pl/showthread.php?t=5209


Temat: Jak traktować ucznia ?
Jak traktować ucznia ?
  Jestem zwolenniczką tzw podmiotowego charakteru wychowania dlatego jeśli chodzi o ucznia (wychowanka) uważam, że relacja z nim powinna opierać się na podmiotowym traktowaniu, a nie jak to często niestety nadal jest przedmiotowym...

Co oznacza podmiotowe traktowanie?
- Szanowanie ucznia jako człowieka stającego się,
- uznawanie potrzeb, dążeń, pragnień, zainteresowań ucznia,
- uwzględnianie życzeń, wniosków, propozycji ucznia,
- wsłuchiwanie sie w obawy, frustracje i lęki ucznia
(S. Palka)- nie chcę zostać posądzona o plagiat ;P

Zarówno jak wielu jest zwolenników podmiotowego traktowania i wychowania tak wielu jest i przeciwników. Ale mnie urzeka to, że nie narzucam nikomu nic w sposób bezwzględny... daję mu możliwość decyzji... często przy tym osiągając cel jaki miałam założony ...

Przykład przedmiotowego wychowania:
Mama wchodzi do pokoju i mówi do dziecka:
- straszny tu bałagan, masz 5 minut na posprzątanie. Jak wrócę ma być czystko...

Przykład podmiotowego wychowania:
Ta sama sytuacja
- jaki tu bałagan, powiedz mi co moglibyśmy zrobić żeby jakoś to ogarnąć, żeby było tu ładniej?

Dziecko zaczyna się zastanawiać, daje jakieś propozycje, można dopytać i co jeszcze, a jak to zrobimy... dajemy mu przede wszystkim jakąś możliwość decyzji i wyboru. Nie mamy zaplanowanego przebiegu wydarzeń, relacja jest otwarta, a wpływ na nią pochodzi z obu stron i wkład ten jest podobny, dane zadanie podlega obopólnej kontroli.

Ktoś kiedyś powiedział, że nie wolno dawać za dużo luzu dzieciom, a takie wychowanie to właśnie dawanie za dużo luzu...ja się z tym oczywiście nie zgadzam.. my dajemy dziecku możliwość do decydowania o tym w jaki sposób coś można wykonać... przy okazji hasło posprzątaj to nie rozkaz, ale decyzja dziecka, co i jak zrobi... jednocześnie osiągamy zamierzony cel... To samo uważam można przenieść na edukację...
Źródło: forum.simple-nlp.pl/showthread.php?t=144


Temat: Zrób to i zrób tamto

  Cytat:
Poruszyłeś Adminie ważny i powszechny problem - formy (grzecznościowe lub nie) podczas zwracania się do dzieci. W tym wypadku dziecko jest już dorosłe :), ale źródło problemu tkwi w powszechnym stosunku dorosłych do maluchów. Dorosłym wydaje się, że nie muszą stosować wobec dzieci (swoich czy cudzych) form grzecznościowych. "Skocz do sklepu", "ścisz radio", "przestań gadać". Dziecko rośnie, a skutek naszych "uproszczeń" jest taki, że albo dzieci nie stosują form grzecznościowych (bo ich nie znają) albo rodzice są zaskoczeni, że nagle dorosłe dziecko domaga się słowa "proszę". Trudny temat. Dotyka takich spraw jak podmiotowe lub przedmiotowe podejście do dziecka, szacunek.
Uważam, że trzeba powiedzieć rodzicom, że zawsze chętnie im pomożesz, ale przyjemniej by Ci było, gdyby to nie brzmiało jak rozkaz.
bardzo mnie odzywki doroslych do dzieci jakie przytaczasz denerwuja. To nie jest mowienie do dzieci tylko warczenie na nie.

Czasem sie zastanawiam jak to ludzie robia ze umieja przestawic sie z dosc grzecznego zachowania do obcych ludzi (na przyklad w miejscu pracy) na takie rozkazujaco/warczace w stosunku do wlasnej rodziny.

Czy wyplywa to z tego ze dla obcych maja wiecej poszanowania?
Czy sa uprzejmi dlatego ze sa od nich w jakis sposob uzaleznieni?
Czy sa uprzejmi bo tak wypada?
Czy stawiaja relacje z obcymi na wyzszym stopniu waznosci?
Czy dla obcych po prostu sie wysilaja a w domu powracaja do tego co przychodzi im naturalnie?

Osobiscie nie przyszloby mi do glowy traktowac obcych lepiej niz swoje wlasne dzieci. A wiec ja je prosze a nie zadam, ja je przepraszam a nie bawie sie w nieomylnosc, ja je wysluchuje a nie przerywam. Czy to na prawde takie tudne jak sie kogos kocha?
Źródło: savoir-vivre.pl/showthread.php?t=387


Temat: Komentowanie wg (wpisz swój nick jeśli Ciebie dotyczy)
Wychodzi na to, że chyba przebrnęłam przez cały ten stary wątek i jestem na końcu martwego (w tym wątku tylko) tematu, ponieważ ten temat i te dylematy będą wciaż żywe, dopóki istnieją ludzie, ich gusty i oceny. Każdy z wypowiadających się ma wiele racji chociaż wypowiedzi są tak rozbieżne.
Wydaje mi się tylko, że nie każdy bierze pod uwagę, iż to co robi, jak ocenia i jak komentuje świadczy o nim samym.

No bo co można pomyśleć o oceniającym, który np. przelatuje w 3 minuty całą galerię i wystawia ileś tam ocen bez jednego słowa? Czy można uznać ze spróbował pracy sie przypatrzeć albo zastanowić co autor chciał pokazać albo przekazać?

Co można pomyśleć o oceniającym/komentującym, który najzwyklejsze zdjęcie konika ocenia na 5 a przy pracach tworzonych wyszukaną techniką albo wymagających trochę wyobraźni czy wiedzy (chociażby używanych symboli, odniesień itp) stawia 0 w uzasadnieniu podając, że do niego to nie trafia?

Takich pytań można zadawać by tu wiele, ale myślę, że każdy z nas czytając cudze komentarze, ogladajac jego galerię i porównując jego oceny pod innymi pracami czy analizując jego zachowanie na forum, wyrabia sobie dość wyraźną opinię o danym użytkowniku. Myślę więc, że gdyby kazdy wziął pod uwagę to, że nie liczy się sama aktywność i bycie w ogóle, czyli pokazanie się wszędzie gdzie to możliwe, bez względu na to "z czym" i "po co" ale spróbował tak jak ktoś już tutaj to zasugerował, wykazać odrobinę szacunku dla drugiego, dla jego efektów to aż tak kontrowersyjne sytuacje nie miałyby miejsca i ani oceny skrajnie pozytywne ani skrajnie negatywne nie budziłyby takich skrajnych emocji.
Kiedyś starsi ludzie powtarzali "Jak Cię widzą tak Cię piszą" i było w tym sporo racji. Bez względu na to, kto co tworzy i jak tworzy, w sytuacji kiedy drugiego traktuje tak, jak sam nie chciałby być potraktowany, traci szacunek i autorytet. Każdy z nas chce byc traktowany jak człowiek, podmiotowo, a nie przedmiotowo, a przeciez nasze zdjęcia to dla większosci część nas samych. Wielu traktuje swoje prace prawie tak samo jak własne dzieci, czy własny dom czy coś podobnego, do czego mamy jakiś tam (większy lub mniejszy) stosunek emocjonalny. Tak jak wielu z nas nie zgodziłoby się z nieuzasadnionym popychaniem czy trącaniem naszego dziecka, z nieuzasadnionym obrzucaniem jakimś swiństwem naszego domu, czy jakimkolwiek nieuzasadnionym traktowaniem czegoś, co nam bliskie bo wywołuje to w nas mało pozytywne emocje, tak samo chyba takie nieuzasadnione traktowanie czyjejś pracy wywołuje w wielu z nas bardzo różne emocje, co można wyczuć czytając cały ten wątek, a problem rozbija się w sumie o to "nieuzasadnienie". Gusty gustami, ale szacunek dla człowieka i jego pracy, kultura wypowiedzi potrafią zmienić całokształt. Dla mnie to trochę tak jak z dobrym obiadem przygotowanym przez dobrego kucharza. Można go podać na różny sposób, można podać na zwykłym talerzu, w pięknej zastawie, a równie dobrze można podać w nocniku, w końcu to jeden i ten sam obiad, a każdy z nas powienien sobie odpowiedzieć na pytanie z czego wolałby zjeść taki wytrawny posiłek.....

Ponieważ jestem tu za krótko i nie znam praktycznie nikogo osobiście więc nic z tego o czym tu pisze nie odnosi sie do żadnej konkretnej osoby. To zwyczajnie moje przemyślenia po przeczytaniu wszystkich wypowiedzi z tego wątku i efektów obserwacji na wielu innych portalach tego typu. To, ze jest to internet to wiem i ze teoretycznie trochę inne prawa tu obowiazuja to też mam tego swiadomosć, bo nie od dzis wiadomo, że pewna anonimowość pozwala ludziom na pokazanie tego trochę ciemniejszego oblicza bez zadnych skrupułów, ale moim skromnym zdaniem bycie człowiekiem i minimalna przynajmniej życzliwośc i szacunek dla drugiego obowiązywać powinny człowieka w ogóle, a nie tylko w realu czy tylko w internecie.

Wybaczcie tak długi wpis i odświeżanie znów jakiegoś starego wątku, ale te wszystkie zamieszczone tu wypowiedzi zmusiły mnie wręcz do napisania paru słów od siebie zwłaszcza ze sporo czasu zajęło mi "studiowanie" go :wink:
Jedno w tym jest pocieszające, nikt nikogo nie jest w stanie zmusić do przeczytania tego, więc w kazdej chwili można przerwać czytanie a tym samym mam mniejsze skrupuły pisząc tak wiele.
Pozdrawiam wszystkich którzy sie tu wypowiadali i tych co ewentualnie tu trafią jeszcze. Po tych wpisach wydaje mi się ze niektórych poznałam trochę bliżej i cieszę sie z tego powodu.
Źródło: mobile.olympusclub.pl/showthread.php?t=18187




© Życie Razem lub Obok Siebie.... design by e-nordstrom